| I zagraliśmy.... |
|
|
|
|
Kiedy 1 maja wstałem rano, widząc zapłakane niebo, pomyślałem: to już przegrałem. Ale w miarę upływu czasu powracał optymizm. Gdy przyjechałem na parking koło palmiarni, było już po deszczu. Na „placu boju” dźwięk Sławka Siembidy i światło Przemka Pochanke w gotowości bojowej. Chłopcy ze sklepu Pro-Rock kończyli ustawiać piękną wystawę gitar Hofnera. Przygotowali piękny prezent: każdy z uczestników mostu otrzymywał kostkę do gitary z logo mostu. Gratulacje za pomysł i wykonanie. Jeszcze tylko rzut oka na monitory, sprawdzenie łącza z Wrocławiem przez ekipę Krzyśka Rojewskiego i startujemy. Na początek niezawodna „5 RANO”. Chociaż jeszcze niewielu gitarzystów i widzów, chłopaki wprawiają scenę w pulsujący, rockowy trans. Parę minut po 13;00 na parking wjeżdżają motocykle. Mieli przyjechać trochę później... Okazało się, że są to motocykle z klubu Orzeł z Żar i nie znali ustaleń wynikających ze scenariusza. Ale miło że przyjechali. W parę minut później na wzgórzu Palmiarni pojawili się motocykliści z klubu Bad Seven z Zielonej Góry. Wyglądali imponująco, niczym „jeźdźcy znikąd”. Zjechali na dół alejką przy Urzędzie Marszałkowskim i ustawili się przed sceną, a jeden z motocykli podjechał pod samą scenę i zabrał Łukasza Łyczkowskiego – wokalistę „5 RANO”, który za kilka godzin miał wykonać we Wrocławiu wraz z Leszkiem Cichońskim „Thanks Jimi”. Zespół został bez frontmana i role tę przejęły motocykle. Pięknie zagrały solówkę w „Sweet home Chicago”. Wyrazy uznania dla Szulera (prezydenta klubu Rafała Szulczyńskiego) za precyzyjne przekazanie motorowej orkiestrze aranżacji utworu. Potem wywiad o motocyklach, przeprowadzony przez Waldka Pietraszewskiego i następny punkt programu. Cudnie zagrała Kasia Maliszewska. Urzekająca, pogodna gitarowa muzyka z towarzyszeniem perkusji. Było pięknie. Nie zawiedli też nasi kabareciarze. Wojtek Kamiński i Leszek Jenek nie tylko przyszli zagrać na gitarach, ale również bawili na scenie. Z dużą znajomością rzeczy przepytali lutnika Tomka Króla na temat budowy i napraw instrumentów strunowych i smyczkowych. Specjalnie poprzekładali swoje zajęcia aby przyjść na koncert, pomóc i zagrać. Wielkie dzięki, jestem Waszym dłużnikiem. Około 14;00 przymierzyliśmy się do próby z Wrocławiem. Podglądaliśmy Wrocław jeszcze kilkakrotnie. Następnie scenę opanowała młodzież ze Szkoły Muzycznej Yamaha pod wodzą Państwa Grabowskich i Wojtka Bagińskiego. Solidna edukacja w oparciu o klasykę gatunku. Po utworach m. innymi Pink Floyd i Erica Claptona. Nadszedł czas na gości z Wrocławia: Chris June. To trzech młodych muzyków: Radek, Mikołaj i Tomek. Wnieśli swoją muzyka ekspresję, żar młodości i solidne rockowe granie. Radek jest synem Leszka Cichońskiego, więc nasz most z Wrocławiem dzięki temu był solidniej zbudowany. Dzięki chłopaki za Wasz wkład i prosimy o jeszcze. I w ten sposób zbliżyliśmy się do czasu wspólnego grania Hey Joe. Na scenę wszedł zespół Instant Blues i „podgrzał atmosferę” soczystym rockowo – bluesowym groovem. Zespół ten podjął się trudnej roli sekcji dyżurnej i z powierzonego zadania wywiązał się wzorcowo. Dzięki chłopaki. Około 15,30 rozpoczęliśmy przygotowania do startu wspólnego grania, obserwując co dzieje się we Wrocławiu. W emocji zapomniałem nastroić orkiestrę i czujnie przypomniał mi o tym mój szef – dyr Krzysztof Świtalski. W końcu jest dyrygentem i koncertmistrzem orkiestry. I wreszcie Leszek Cichoński rozpoczął we Wrocławiu intro i zagrały orkiestry. Przez chwile szamotaliśmy się z tempem, ale czujny Instant Blues szybko wprowadził nas na właściwe tory. Coś magicznego jest w tych prostych pięciu akordach i charakterystycznych riffach gitarowych, wspartych kontrapunktem nerwowego wokalu. Leszek pięknie to odkrył i spopularyzował. Partie wokalne wykonywali Paweł Lelakowski z Instant Blues i Jarek Gil z Betatest. Jarka wspomagał na gitarze jego tata, prof. Janusz Gil – o planetach wie wszystko, ale muzyka rockowa nie ma również przed nim tajemnic. Zresztą kogo tam nie było... Grali ratownicy, dyrektorzy lubuskich instytucji kultury, politycy ( grał pięknie też były marszałek lubuski Sebastian „Seba” Ciemnoczołowski), najmłodsza 2 i pół letnia Ania z mamą Moniką i oczywiście muzycy. Zagrał Bartek Wesołowski – młody talent gitarowej klasyki i jego pani profesor – Hania Kowalik- dyrektor rozpoczynających się właśnie VI Lubuskich Spotkań Gitarowych. Grali przede wszystkim nieznani mi z imienia i nazwiska muzycy – młodzież, dzieci i starsi. Przyszli, bo mieli dużą przyjemność wspólnego grania. I oni byli tu najważniejsi. Dziękuję Wam ślicznie za to. Potem był finał i tak jak we Wrocławiu, gitary poszły w gorę. Niesamowite to uczucie widzieć te gitare uniesione wysoko. Potem jeszcze losowanie T-shirtów, płyt i czerwonej gitary Hofner Colorama, wspaniały dar od firmy Hofner. Zabrał ją do domu maturzysta VII L.O. Jonatan Strzelec. Życzę pięknych chwil podczas obcowania z tym instrumentem. Następnie Radek Cichoński odczytał oficjalny protokół informujący o ilości uczestników mostu. Było nas razem 139 gitar. Jeszcze tylko podziękowania i wspólne wykonanie kompozycji Leszka – Thanks jJimi i nieuchronny koniec - Green Mountain Guitar Band zakończyła swój koncert. Dziękuję jeszcze raz wszystkim, którym chciało się przyjść i zagrać. Do usłyszenia. Thanks Jimi, Thanks Leszek. Zbyszek Adamczak |















